Marzyła o koniach oraz jeździe na nich już od dzieciństwa. Przeszła długą drogę, by wreszcie dosiąść własnej klaczy i móc pogalopować po okolicznych lasach. Dziś marzy jej się własna stajnia.

Uzależniona od galopu

DZIECIĘCE MARZENIA

Będąc małą dziewczynką, Agnieszka Perzanowska z Janowa, miała marzenie. Nie takie jak jej rówieśniczki: o byciu piosenkarką, aktorką czy nauczycielką. Ona marzyła o tym, by mieć własnego konia i móc galopować na nim każdego dnia. Niestety ze względów finansowych, ani ona, ani jej rodzice nie byli w stanie tego pragnienia spełnić.

Wtedy z pomocą małej Agnieszce przyszedł jej dziadek Adam. Miał swoją ziemię na wsi, na której do prac w polu korzystał z pomocy koni zimnokrwistych. To zwierzęta robocze, przeznaczone właśnie do prac rolniczych lub transportowych. Są potężnej budowy i grubej sierści, dość powolne, ale silne. I właśnie na takich, mała wtedy dziewczynka, zaczynała pierwsze próby jazdy konnej. – Te koniki były fantastyczne, ale to jednak nie było to, o czym marzyłam – zaznacza pani Agnieszka. Jeździła jedynie „na oklep” – bez siodła i innego potrzebnego oprzyrządowania.

Wciąż marzyła o prawdziwym galopie. Swoje pragnienia przelewała na papier w formie rysunków. Zawsze były to konie, które podpatrywała na starych znaczkach pocztowych zbieranych przez jej tatę. Zapełniała nimi całe zeszyty.

GALOPUJĄCA MIŁOŚĆ

Agnieszka Perzanowska godzinami przesiadywała z koleżanką na starym wozie za stodołą dziadka Adama i obserwowała pracujące lub pasące się klacze: Desę i Kaśkę. Wieczorem miała przyjemność je czyścić, rozczesywać im grzywy i karmić.

Po kilku latach dziadek niestety zlikwidował gospodarkę i koni w rodzinie już nie było.

Gdy stała się dorosła, dziś asystentka biurowa w firmie budowlanej, postanowiła zapisać się na profesjonalną jazdę konną i tym samym spełnić swoje największe marzenie.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.